11-12-2011 Napisane przez: admin
Dniu 10 grudnia, na hali przy ul. Pomologicznej, w ramach XII kolejki 2 ligi, MKS Skierniewice podejmował drużynę BM Węgiel Stal Ostrów Wielkopolski. Na pozór wynik tego spotkania dla wielu kibiców był już przesądzony, przed tym spotkaniem nasz przeciwnik zajmował drugie miejsce w tabeli i dotychczas był bardzo dobrze dysponowany. Nikt nie spodziewał się, że drużyna ze Skierniewic będzie wstanie powalczyć z Ostrowem Wielkopolskim, jednak to były tylko mylne prognozy.
Początek spotkania należał zdecydowanie do gości. Niemoc w ataku naszych zawodników sprawiała, że przeciwnicy mieli wiele bardzo dobrych okazji na łatwe punkty, których zgromadzili przez pierwsze dziesięć minut od groma. Tak słabego początku nie spodziewali się nasi zawodnicy, brak pomysłu na akcje ofensywne, skutkował tym, że kwartę zakończyliśmy z dobytkiem zaledwie dziewięciu punktów. Wynik po pierwszej kwarcie stanął na 9:26.
Trudno sobie to wyobrazić, druga kwarta, siedemnaście punktów straty do rywala, który zdecydowanie dominował w pierwszej ćwiartce i jakim sposobem zbliżyć się choć trochę do przeciwnika? Dokładnie takim sposobem jaki zaprezentowali nam zawodnicy w tej kwarcie. Wydawałoby się nie możliwe, a jednak.. Godna podziwu postawa naszego zespołu, który wyszedł na boisko, tak jakby poprzednia kwarta nie miała miejsca. Trójka naszych zawodników (Świech, Czaplicki, Jarosz) w dziesięć minut zdobyła 20 punktów, do tego swoje 4 punkty dołożyła reszta drużyny i wynik diametralnie się zmienił, dając nadzieje iż przy takiej grze możemy zwyciężyć. Połowa meczu była za nami i wynik wyglądał znacznie lepiej 33:39.
Tak jak przypuszczaliśmy, rozpędzona drużyna Łukasza Mąkolskiego ponownie zaskoczyła wszystkich zgromadzonych na hali. Gracze MKS-u grali z wielką wolą zwycięstwa, pokazując to w poprzedniej jak i w tej kwarcie, ponownie narzucając tempo i przebieg spotkania. Zawodnicy z Ostrowa Wielkopolskiego usiłowali w każdy sposób przebić się przez naszą obronę i zdobyć punkty, co prawda czasem im się to udawało, ale to było wciąż za mało, tylko 10 punktów zdobytych przez gości w trzeciej kwarcie to było znacznie za mało, żeby ponownie odskoczyć wynikiem od gospodarzy. Po trzydziestu minutach gry, to my byliśmy na prowadzeniu, wygrywając przed ostatnią ćwiartką 57 do 53.
Ogromne emocje towarzyszyły zawodnikom, trenerom jak i kibicom. Punkt za punkt do ostatnich sekund, niepokój o dalsze losy spotkanie i nerwy. To tylko skrót tego co działo się przez ostatnie 10 minut na boisku. Najważniejsza była sama końcówka, kiedy na 23 sekundy do końca spotkania, zawodnik drużyny przeciwnej trafił obydwa osobiste i na tablicy widniał wynik 75:73. Szybkie wyprowadzenie piłki, którą otrzymał Radosław Jarosz, po czym faul na nim. Pierwszy osobisty trafiony, drugi zaś niecelnie i szybki kontratak, piłka chwilę krążyła po obwodzie, po czym trafiła do gracza drużyny przeciwnej i rzut za 3 punkty. Wszyscy mieli nadzieje, żeby piłka nie znalazła drogi do kosza.. i tak się stało! Zbiórka w obronie Piotra Czaplickiego, który nie dał wyrwać piłki z rąk i mamy zwycięstwo 76:73.
Niesamowity mecz, jeden z lepszych jakie były rozgrywane na hali przy ul. Pomologicznej. Nic dodać, nic ująć. Cieszy nas również, świetny powrót do gry Radosława Jarosza, który po długiej absencji ponownie zaczął grać i to na jakże dobrym poziomie. Niestety po mimo wygranej, były również złe wieści, w połowie drugiej kwarty grający trener Łukasz Mąkolski doznał urazu, na tyle ciężkiego i poważnego, że nie mógł kontynuować spotkania. Mamy nadzieję, że kapitan naszej drużyny, zdoła poradzić sobie z kontuzją i szybko wróci z powrotem na boisko. Dziękujemy kibicom, którzy świetnie dopingowali naszym zawodnikom oraz wszystkim którzy poświęcili czas by zobaczyć jak radzi sobie MKS Skierniewice w 2 lidze.
































